Zapraszam Ciebie na chwilę do mojego świata. Świata, który uważasz że jest idealny. A tak nie jest.

Pewnie myślisz, że skoro postanowiłam wystawić na światło dzienne moją walkę z chorobą, pokazywać moje blizny i opisywać to wszystko to możesz mnie ranić słowami. Nie rozumiem, a może nie chcę rozumieć ludzi, którzy prywatnie mnie hejtują. Nie stać ich nawet na odwagę, żeby napisać to publicznie.

Piszesz do mnie w anonimowym hejcie, że nie mam skrupułów, żeby osiągnąć cel zrobię wszystko, że przez chorobę chcę zdobyć popularność. Mówisz, że ciężko mi współczuć, bo raz się bawię a raz choruję. Jak patrzysz co wkładam do koszyka w sklepie, w jakich sklepach się ubieram i że leczę się w najlepszej klinice estetycznej. Taką mnie widzisz, choć nie masz pojęcia kim jestem i jak wygląda moje życie.

Przeszłam ciężką i długą drogę, która była bolesna, usłana różami z kolcami, z ciężką depresją i nieakceptacją siebie. Nawet nie wiesz, że pomimo przebytej terapii to pozostaje do końca życia w Tobie. Pamiętam ból fizyczny, taki ból że człowiek nie płacze a się śmieje. Pamiętam spaloną skórę, bolesne zabiegi operacyjne, naukę chodzenia. Pamiętam jak odchodziłam z tego świata a inni ratowali mnie. Nawet nie wiesz, że do dzisiaj (już w mniejszym stopniu) muszę znosić krytykę, złe spojrzenia, czasami nieakceptację.

Tak, podniosłam się. Otaczam się wspaniałymi ludźmi, którzy na co dzień mnie wspierają i wspierają moje działania. Wiesz po co to robię? Żeby żadna inna kobieta po oparzeniu ciała nie przechodziła tego wszystko co ja. Żeby znalazła wsparcie w mojej osobie, żebym mogła jej pomóc w leczeniu, w terapii, wzbieraniu funduszy na leczenie. Żeby zobaczyła, że z tego można wyjść i na nowo cieszyć się życiem.

Wiesz jak wygląda mój dzień? Wstaję rano, gdzie zaczynam od rozciągnięcia klatki piersiowej, poruszania szyją, w usprawnieniu prawej dłoni. Wiesz, że są dni kiedy mi wszystko wylatuje z tej dłoni, nawet kubka nie mogę utrzymać. Codzienna rehabilitacja, praca, podopieczni, dom zajmuje mi cały dzień. Wiesz, że na jednej dłoni mogę zliczyć osoby do których mogę zadzwonić i powiedzieć jak mi źle. Ja też mam problemy, takie zwyczajne jak każdy z nas, ale o tym nie piszę, bo nie chcę, bo tą są moje takie prywatne problemy.

Wiesz, że swoją pracę wykonuję za darmo, nie zarabiam na tym. Każdy myśli, że jak mam fundację to mam z tego pieniądze. Nie, nie mam z tego nic. Mam satysfakcję, że mogę pomóc innym.

Wiesz, przyjmuję każdy dzień z uśmiechem na twarzy, może czasami popłynie łza. Jak ktoś obserwuje mnie z boku, myśli że mam wszystko, a tak nie jest. Wiesz czego brakuje mi najbardziej, czasu i miłości.

Może i jestem kruchą istotą, a jednocześnie silną. Silną na tyle, że odważyłam się to wszystko opisać w książce. I pewnie mój świat na nowo runie, jak książka ujrzy światło dzienne, bo będzie tam sama prawda, czasami brutalna, ale inaczej się nie dało.

A poniżej mały przedsmak tego, co będzie w książce: „Zaprowadzono mnie do łazienki, napuścili do wanny wody i kazali się położyć. Pokazano mi przycisk i poproszono, że jak opatrunki się namoczą to mam dać znać i przyjdą z panią doktor. Zostałam sama w wannie, przerażona, mimo że woda była ciepła, cała drżałam. Nie wiem ile czasu tam siedziałam. Wtedy pomyślałam, dlaczego dzisiaj nie ma męża. W domu wymieniali okna, bo okazały się wadliwe. Powiedziałam mu, że sobie poradzę a i sam odpocznie jeden dzień. O jaki wielki to był błąd! Jak bardzo tego szybko pożałowałam. W końcu przycisnęłam guziczek. Pojawiła się pani doktor i dwie pielęgniarki. Opatrunki nie namoczyły się tak jak powinny, tak jak myślał personel medyczny. Trzy osoby naraz zaczęły je ze mnie zdzierać. Jeden wielki ból. Jakby człowieka żywcem obdzierano ze skóry. Jeden wielki krzyk przeplatany śmiechem. Nawet łzy mi nie leciały. Po tym czasie, po tym całym bólu ja już nie umiałam płakać. Żeby zakończyć ten cały horror, zrywano i zrywano. Krew się lała. Podobno było mnie słychać aż na parterze.

Kiedy skończyła się ta cała gehenna, kazano mi wyjść z wanny, wytarto mnie i nałożono opatrunki. Nie miałam już na nic siły. Wszystko mi było obojętne co ze mną zrobią. Wtedy przekonałam się, że nie każdy powinien pracować na tak specyficznym oddziale. Akurat w tym dniu, była ta nie lubiana przeze mnie pielęgniarka na dyżurze. Pomogli ubrać szlafrok i pozwolili wrócić do sali. Nikt mnie nie odprowadził, nikt nie trzymał za rękę, nikt nie pocieszał. Przede mną czekała długa droga do swojego łóżka, długi korytarz. Ręką w opatrunku podpatrywałam się ściany i tak krok po korku. Po drodze mijałam wszystkie sale i widziałam litość w innych pacjentach. Widziałam w ich oczach przerażenie, ale także zakłopotanie. Wtedy poleciały mi łzy, nie mogłam złapać oddechu i tylko myśl, być w swojej sali bez tych wszystkich oczu wpatrujących się we mnie. Gdy doszłam do sali, resztkami sił podeszłam do okna i pomyślałam, że to już koniec, już więcej nie dam rady. Chcę umrzeć!”

Jolanta Golianek
Prezes Fundacja Poparzeni
Ambasadorka WellU

Dziękuję za rozmowę.
Jarosław Waśkiewicz
Prezes Klubu Marka jest kobietą

A jaka jest Twoja historia? Napisz do nas: news@thethinkbig.org